wtorek, 31 marca 2020

trochę o przedszkolach i edukacji wczesnoszkolnej


Tytułem wstępu



         Wielu, a może i wszyscy rodzice, podświadomie nakładają na barki potomstwa swoje własne nadzieje, oczekiwania, niespełnione  marzenia o sportowej lub artystycznej karierze. Rodzice pragną być dumni ze swoich dzieci, widzieć ich sukcesy edukacyjne, wyniki sportowe, podziwiać aktorską grę w szkolnych przedstawieniach. Ci, których status społeczno finansowy jest wysoki zapisują swoje dzieci na dodatkowe prywatne zajęcia gry na instrumentach, śpiewu, zajęcia sportowe, plastyczne itp. Wszystko po to by odkryć ten ukryty niepowtarzalny talent, pozwalający odnieść „sukces”. Rodzice, którym brak odpowiedniego zaplecza finansowego, korzystają z oferowanych zajęć pozalekcyjnych w szkole, kółkach zainteresowań, SKS-u, itp. Patrząc z tej perspektywy, wydawałoby się ,że to głównie rodzicom zależy na rozwijaniu zdolności u swoich dzieci, czy  zatem wczesna edukacja, przedszkole szkoła, nie zapewniają odpowiednich warunków i metod w rozwoju zdolności? Wg słownika języka polskiego ktoś zdolny, to mający predyspozycje do łatwego opanowania pewnych umiejętności ( za Słownik Języka Polskiego, PWN). Mając na uwadze takie rozumienie możemy założyć, że każdy młody człowiek posiada jakąś zdolność do opanowanie szczególnych umiejętności, wynika to z faktu przyrodzonej indywidualności dziecka, a skoro tak, to całość kształcenia zarówno przedszkolnego jaki szkolnego powinna przebiegać w sposób szanujący i wspierający jego indywidualność, czyli wspierający rozwój zdolności. Powinna, gdyż zobowiązują do tego ministerialne ustawy (Dz. U. z 2004r., Nr 256, poz. 2572 ze zmianami, Dz. U. z 2012r., poz.977 ze zmianami, Dz. U. z 2017 r. poz. 59 i 949). A co pokazuje nam rzeczywistość?



1. „Do przedszkola idzie maluch, tup, tup, tup”



        Zacznijmy zatem od źródła, czyli Ministerstwa Edukacji Narodowej, które wyznacza dla przedszkoli podstawy programowe, oraz ustawą z 2004 r, zatwierdził obowiązek rocznego przygotowania przedszkolnego dla dzieci sześcioletnich (z późniejszą zmianą dla dzieci pięcioletnich i po kolejnej reformie edukacji powrót do zapisu z 2004r.). Obowiązek ten wypełniają najczęściej tzw. klasy zerowe w szkole podstawowej i są one bezpłatne w przeciwieństwie do placówek przedszkolnych, które są placówkami odpłatnymi, zarówno te należące do gminy jak i oczywiście przedszkola niepubliczne, prywatne. Odpłatność za przedszkole jest czynnikiem, który dokonuje selekcji dzieci na progu wejścia w przedszkolny świat. Część dzieci, z powodu ekonomicznego statusu rodziców nie pójdzie do przedszkola nigdy (poza rocznym przygotowaniem przedszkolnym), rodziny na wyższym szczeblu zamożności wyślą dzieci do placówek publicznych, zamożniejsze do niepublicznych i prywatnych. Do przedszkola zatem trafiają najczęściej dzieci rodzin pracujących i wiąże się to z pierwszą funkcją jaką spełniają przedszkola, funkcją opiekuńczą na czas nieobecności rodziców ze względu na obowiązki zawodowe. Nie dotarłem do badań, które by sprawdzały determinanty posłania dzieci do przedszkola ale z własnego doświadczenia i rozmów ze znajomymi wnoszę, że jest to główny powód dla którego decydujemy się wysłać (zesłać?) nasze dzieci do przedszkola publicznego. Funkcje wychowawcze i edukacyjne jakie wypełniają placówki przedszkolne schodziły na drugi plan. Inaczej to jednak wygląda wśród rodzin zamożnych decydujących się na przedszkola prywatne, bardzo często kierunkowe, artystyczne, językowe, działające wg alternatywnych metod wychowawczych, np. przedszkola Montessori lub waldorfskie. Tu decyduje często czynnik ambicjonalny rodziców, zapewnienie lepszego startu, myśl o dalszej edukacji szkolnej wg profilu przedszkola, tzw. „inwestowanie” w dziecko. Z punktu widzenia socjologicznego, już na tym wczesnym etapie życia dziecka, widzimy jak przedszkole potęguje podziały społeczno-ekonomiczne w społeczeństwie i obnaża mit o jednakowym starcie dla wszystkich, ponieważ wybór przedszkola determinuje późniejszy wybór szkoły dla dziecka i rozwój jego potencjalnych zdolności. Czy to oznacza, że przedszkola publiczne są gorsze od placówek prywatnych? Nie chciałbym dzielić przedszkolnej edukacji na dobrą (prywatną) i złą (publiczną), ale mogę z czystym sumieniem powiedzieć , że na pewno są inne, zarówno jeśli chodzi o zaplecze jak i o metody dydaktyczne. Jeśli zwrócimy uwagę na wypełnienie przez przedszkola obowiązku wspierania indywidualności dziecka, to  misję tą, poprzez zastosowaną metodykę i dydaktykę,lepiej wypełniają placówki prywatne, które korzystając z alternatywnych metod pedagogicznych Montessori, Steinera i innych twórców tzw. ruchu „Nowego Wychowania” z przełomu wieków XIX i XX, wspierają indywidualny rozwój dziecka. Jak widać nie są to metody nowe, odkrywcze, których wdrożenie do metodologii placówek publicznych wymagałoby dodatkowych lat badań i eksperymentów. Trudno mi zatem zrozumieć pewien opór kolejnych ministrów edukacji, którzy z jednej strony kładą nacisk na indywidualne podejście do dziecka , a z drugiej przygotowują, odgórną podstawę programową, której realizacja przebiega głównie jednym frontem, bez zwrócenia uwagi na indywidualne predyspozycje dziecka. Oczywiście zdaje sobie sprawę, że nie w każdej placówce tak jest. Są wychowawcy przedszkolni, którzy przemycają świetne rozwiązania alternatywne, czerpiąc głównie z metod Montessori, aktywizując swoich podopiecznych do odkrywania własnych predyspozycji. Być może są to rozwiązania nawet coraz częstsze, lecz nie na tyle, by móc mówić o „rewolucji” publicznych przedszkoli. Mając nadzieję, może nie tyle na rozwój, co chociaż dostrzeżenie, zdolności naszego dziecka, rodzice powinni większą uwagę poświęcić kryteriom wyboru przedszkola, jako pierwszego ważnego stopnia edukacji a nie tylko „przechowalni” na czas pracy zawodowej rodziców.



2. „Jestem małym przedszkolakiem ale dużo już potrafię”



          Jakbyśmy krytycznie nie podeszli do obrazu przedszkola, to nie możemy kwestionować wagi dzieciństwa w rozwoju człowieka a co za tym, roli przedszkola,  pierwszej instytucji, która jako druga po rodzicach/opiekunach przyjmuje na siebie część odpowiedzialności za przyszłość dziecka. Od wielu lat praktycznie w całej Europie edukacja przedszkolna jest traktowana równoważnie z edukacją szkolną, a nawet jako element ważniejszy, w którym kształtują się przyszłe wzorce zachowań, umiejętności poznawczych i rozwijaniu zdolności (za dr E. Płóciennik, Rozwijanie zdolności dziecka w wieku przedszkolnym). Należy przy tym wziąć pod uwagę, że edukacja przedszkolna i szkolna powinny wiązać się w pełną całość, gwarantując jednomyślny sposób podejścia do rozwoju indywidualnego, kontynuacji wspierania poznanych zdolności i umiejętności dziecka. Najczęściej jednak szkoła staje się zupełnie odrębnym elementem edukacji, w którym dziecko zaczyna wszystko od początku, jego zdolności są jeszcze niepoznane przez nauczyciela, a brak wsparcia dla kontynuacji ich rozwoju może je uśpić zaprzepaszczając nadzieje rodziców i jak i przedszkolnych wychowawców. To moim zdaniem najbardziej zepsuty, a może zupełnie lekceważony element edukacji. Wg mnie  wraz z kolejnym stopniem edukacji powinna wędrować wraz z dzieckiem jego opisowa karta, charakterystyka umiejętności nabytych w przedszkolu, zaobserwowanych zdolności, problemów, itd. Jeszcze kilka lat temu takie karty opisowe istniały w przestrzeni przedszkolno-szkolnej, lecz wprowadzane na „hura” przepisy o ochronie danych osobowych, nie pozwoliły na kontynuacje tego niewątpliwego wsparcia dla nauczycieli wczesnoszkolnych. Ta swoista „teczka” dziecka pomagała kolejnym nauczycielom dobrać odpowiednie metody rozwijające to co w tym dziecku najlepsze. Brak takiej informacji w obecnym polskim systemie edukacyjnym uważam za poważne niedopatrzenie. Oczywiście jako rodzice możemy poprosić o taką opinię, ale bądźmy szczerzy, kto o tym pamięta… Natomiast jeśli byłby to obowiązek to proszę zauważyć o ile ułatwioną mieliby pracę nauczyciele klas 1-3 i jakie korzyści otrzymuje dziecko. Czas edukacji przedszkolnej to w głównej mierze gry i zabawy sprzyjające rozwojowi umiejętności społecznych i podstaw edukacyjnych, poznania liter, cyfr, a także poprzez zajęcia artystyczne odkrywanie talentów dziecka. W założeniach programowych priorytetami przedszkolnej edukacji są:



    • Przyczynianie się do harmonijnego rozwoju dziecięcej osobowości i kreatywności.
    • Pomoc dziecku w osiąganiu samodzielności i niezależności
    • Rozwijanie indywidualnych zdolności



Biorąc to pod uwagę zauważmy, że maksymalny rozwój zdolności (predyspozycji, kompetencji lub możliwości) i osiąganie optymalnych osiągnięć przez jednostkę możliwe jest tylko wtedy, gdy wszystkie istotne wskaźniki zdolności splatają się w korzystny pod każdym względem kompleks ( za dr E. Płóciennik, Rozwijanie zdolności dziecka w wieku przedszkolnym), czyli jednolite kompleksowe rozwiązania idące wraz z dzieckiem po kolejnych stopniach edukacji, poczynając od informacji otrzymanej w przedszkolu od rodziców, po szkołę ponadpodstawową. Wbrew pozorom dziecko kończące przedszkole, naprawdę wiele potrafi i jest świadome tego jakie posiada umiejętności a niewiedza nauczycieli i brak wzmocnień dla młodego człowieka może prowadzić do frustracji i zniechęcenia wobec szkoły. Tę opinię mogę poprzeć doświadczeniem znanego mi dziecka, które  w przedszkolu wykazywało duże zdolności plastyczne oraz potrafiło wymyślać różne zmyślone historie. Wychowawczynie dostrzegły w tym zdolności i zachęcały zarówno do aktywności plastycznej jak i do fantazjowania. Niestety w szkole podstawowej, fantazjowanie tego dziecka zaczęto traktować nie jako zdolność lecz przejaw mówienia nieprawdy, wprowadzania nauczycieli w błąd. To poskutkowało wycofaniem się dziecka i frustracją. Również plastyczna aktywność dziecka została stłamszona. Dziewczynka uwielbiała malować w związku z czym „upiększone” zostały również książki i ćwiczenia, co nie podobało się nauczycielkom a sposób w jaki zwróciły dziecku uwagę skutecznie zniechęciły do rozwoju plastycznego. Na szczęście interwencja w działalność nauczycieli zmieniła ich podejście i dziecko swoje zdolności odkryte w przedszkolu rozwija, jednak niechęć do szkoły pozostała.  Gdyby z przedszkola poszła wraz z dzieckiem karta informacyjna być może zachowanie nauczycieli byłoby inne.



3. „Zdolna jestem niesłychanie”



        Wiek przedszkolny najbardziej sprzyja odkrywaniu przez dziecko swoich umiejętności. Składa się na to kilka elementów. Po pierwsze wiek przedszkolny czyli 3 do 6 lat, to czas odkrywania i fascynacji otaczającym światem. Dziecko cechuje głęboka wrażliwość, wyobraźnia, zdolność do fantazjowania, pomysłowość i niewyczerpalna wręcz energia przekładająca się na ekspresję i spontaniczność działań. Charakterystycznymi właściwościami rozwojowymi dziecka w wieku przedszkolnym są egocentryzm, synkretyzm spostrzegania i działania, realizm, animizm, myślenie przedoperacyjne i początki myślenia opartego na operacjach konkretnych (Por.: A. Brzezińska, Społeczna psychologia rozwoju, Wyd. Naukowe Scholar, Warszawa 2001). Dziecko przedszkolne potrafi skupić swoje działania przez długi czas tylko na jednym elemencie, co w obserwacjach M. Montessori, przyczyniło się do opracowania metod aktywizujących, wykorzystujących właśnie tzw. polaryzację uwagi. Ponadto przy rozwiązywaniu zadań , dziecko przedszkolne potrafi posłużyć się wyobraźnią twórczą, nie kopiuje innych, wyzwala natomiast to co tkwi w jego doświadczeniach społecznych i sensorycznych. Przedszkolak chętnie wykonuje polecenia dorosłych, traktując je jako wyzwanie, dostrzeżenie szansy na wykazanie się, zaimponowanie starszym, rywalizację z rówieśnikami ale także możliwość dzielenia się z nimi swoimi pomysłami, rozwijania umiejętności społecznych, pracy w grupie, zwłaszcza w tym charakterystycznym dla przedszkola okresie gdy nie jest jeszcze poddawany presji oceniania jego działań. Swoboda wypowiedzi zarówno słownej jak i artystycznej pozwala na szerokie spektrum działań, zarówno metod wykorzystywanych przez nauczycieli jak i sposobu użycia środków wykorzystywanych przez dziecko do wykonywania proponowanych zadań. Patrząc z takiego punktu widzenia, świat przedszkolny, to swoisty artystyczny świat, w którym każde dziecko może zachować swoją indywidualność i sposób postrzegania świata. Czy nie tak rodzą się artyści? To w przedszkolu właśnie dziecko pod okiem kompetentnego wychowawcy nabierze umiejętności samokształcenia i samowychowania, niezbędnych moim zdaniem do dalszej edukacji i podtrzymania świadomości własnych zdolności i umiejętności. Dziecko w wieku przedszkolnym to jednostka wszechstronnie uzdolniona, z pełną możliwością rozwoju we wszystkich kierunkach z zadatkami na rozwijanie wielkiej twórczości oraz dużym talentem społecznym, jeśli tylko stworzy się dziecku możliwości maksymalnego (optymalnego) rozwoju (por. D. Lewis, Jak wychowywać zdolne dziecko, PZWL, Warszawa 1998). To w przyjaznym dziecku przedszkolu mają szansę uaktywnić się zdolności, które mogą zaważyć na jego całej przyszłości. W literaturze psychopedagogicznej coraz powszechniej podkreślana jest teza, że zdolności (także twórcze) należy pobudzać i rozwijać już w okresie wczesnego dzieciństwa. Podstawowe bowiem znaczenie dla rozwoju dziecięcych zdolności ma środowisko, w którym dziecko wzrasta. A co z dziećmi nie uczęszczającymi do przedszkola z różnych powodów. Nie chciałbym tu dyskredytować roli rodziców, babć czy opiekunek realizującymi opiekę nad dzieckiem w wieku przedszkolnym. Również w warunkach domowych, a może i nawet lepiej, dziecko może rozwijać swoje zdolności, głównie ze względu na swobodę jaką odczuwa będąc w znanym sobie otoczeniu, korzystając z zabawek i gier, które zna. Świadomość wsparcia opiekuna, brak porównania jego prac z innymi śmiało rozwija jego zdolności i zainteresowania.



4. „Bo w przedszkolu czeka nasza pani...”
        Z poprzednich wypowiedzi może wyłonić się obraz uwikłanego w programowe zalecenia i pozbawionego wsparcia wychowawcy, który musi przemycać aktywizujące metody dla swoich podopiecznych, skupiać się na pogłębianiu swoich kompetencji, samemu starać się zgłębić charakter dzieci, które rozpoczęły naukę w szkole podstawowej. Staram się wierzyć ze wszystkich sił, że ten obraz nie jest taki pesymistyczny, że projekty wdrażane przez organizacje społeczne, oraz rządowe coraz lepiej spełniają oczekiwania rodziców i ułatwiają zadanie nauczycielom. Zmiana w edukacji  i nacisk na humanistyczny paradygmat pedagogiki, spowodowały „wysyp” programów edukacyjnych, skupiła polską myśl dydaktyczną na poszukiwaniu programów pobudzających i rozwijających twórczość dzieci/uczniów oraz nowych form, heurystyk lub technik doskonalących myślenie dywergencyjne i umiejętności poszukiwania rozwiązań problemów otwartych (za dr E. Płóciennik, Rozwijanie zdolności dziecka w wieku przedszkolnym).
Spośród wielu publikacji na uwagę zasługują:
  • Wrocławska Szkoła Przyszłości, odnosząca się do „paradygmatu wyobraźni” i organizowania w procesie kształcenia projektowanych okazji edukacyjnych opartych na zadaniach otwartych.
  • Program Polskiej Fundacji Dzieci i Młodzieży „Przedszkolaki – Krok pierwszy/Drugi”.
  • Lekcje wychowania plastycznego z wykorzystaniem metody synektycznej opartej na pomysłach W. Limont.
  • Lekcje twórczości z programów „Porządek i Przygoda”, „Żywioły”, „Przygoda z klasą” autorstwa m.in. K.J. Szmidta i J. Bonar.
  • Program wspierania elementarnych zdolności twórczych uczniów kl. I-III Wł. Puśleckiego.
  • Trening myślenia intuicyjnego według W. Dobrołowicza.
  • Trening kompetencji twórczych w „Kangurowym” przedszkolu pod nazwą Kurs Twórczego Rozwoju.
  • Technika Scenotestu D. Kubickiej do badania zdolności twórczych dzieci w sytuacjach zabawowo-zadaniowych.
  • Program stymulowania dyspozycji kreacyjnych i autokreacyjnych dzieci w klasach I-III J. Uszyńskiej-Jarmoc.
  • Program stymulowania twórczości na etapie edukacji przedszkolnej i wczesnoszkolnej „Krok...w kierunku kreatywności”M. Jąder.
  • Technika obrazków dynamicznych według E. Płóciennik.



   To tylko od wychowawcy i jego zaangażowania zależy jak wypełni swoją misję bo jak widzimy zarówno znane już metody rozwoju pobudzającego zdolności ucznia jak i nowe publikacje są w zasięgu ręki. Zdaje sobie jednak sprawę, jak wielu wyrzeczeń ze strony życia osobistego wymaga praca nauczyciela by jak najlepiej wypełniać swoje zadania, ciągłe dokształcanie, przygotowanie konspektów, poszukiwanie pomysłów, realizacja dodatkowych zadań w celu awansu nauczycielskiego itd. Wszystkie te elementy mogą oddalić od skutecznych zadań dydaktycznych, a poprzez ciągłe i niedokończone reformy edukacji cierpią najbardziej dzieci.




5. „Nauczyciel dobrze wie jak wesoło uczyć się”



       Każdy nauczyciel wieku dziecięcego doskonale wie, że najlepszą formą pobudzenia aktywności dzieci są gry i zabawy, można powiedzieć „edukacja na wesoło”. Jako nauczyciel, właśnie po takie metody bym sięgał. Wiek dziecięcy jak wcześniej już pisałem to czas, w którym pracuje wyobraźnia , uaktywniają się umiejętności społeczne, beztroska działalność artystyczna. Błędem byłaby jakakolwiek próba oceny, czy weryfikacji poczynań dziecka. Uważam, że nawet forma tzw słoneczek, z chmurką, bez chmurki, wesołych czy smutnych buziek jest zbędna i szkodliwa. Jeśli mamy traktować dzieci jako indywidualne jednostki, pełnoprawnego człowieka, to najlepszą formą, gdy zajdzie potrzeba korygowania zachowania, jest rozmowa. Również w klasach 1-3, kiedy tak naprawdę dzieci wciąż mają potrzebę zabawy, jako nauczyciel wczesnoszkolny nie używałbym ocen wobec dzieci, lecz dokonywałbym ocen opisowych tylko do wiadomości rodziców. Dzieci niech rozwijają się bez dodatkowych frustracji, wypełniając salę śmiechem. Wyrażajmy opinie na temat ich aktywności słownie, zachęcając lub wskazując inne rozwiązania. Wprowadźmy elementy nauczania otwartego  i metod aktywnych zwłaszcza przy poznawaniu przyrody. Zdecydowanie najwięcej czasu zarówno w przedszkolu i w szkole powinno poświęcić się działalności artystycznej, plastyka, śpiew, korzystanie z instrumentów muzycznych, wspólne wymyślanie historii. Mając okazję do prowadzenia lekcji w jednej polskich szkół sobotnich w Londynie, mimo że mam do czynienia z dziećmi w wieku 11-12 lat, często korzystam z metod zabawowych oraz metod nauczania otwartego widząc w nich ciągłą chęć do „bycia dzieckiem” do „głupich” pomysłów i widzę jak w niektórych zmienia się nastawienie do polskiej szkoły, do obowiązku narzuconego przez rodziców, którzy zafundowali swoim pociechom kolejny dzień szkoły i to na dodatek w sobotę. Dzieci przychodzą coraz chętniej i „zarażają” mnie swoją spontanicznością i fantazją co tylko bardziej motywuje mnie do uczenia poprzez zabawę i traktowania dzieciaków jako równych sobie.




Tytułem zakończenia





   Pojawiające się  w wielu nie tylko pedagogicznych wydawnictwach, lecz również na forach internetowych czy artykułach w tzw. „prasie kobiecej” informacje na temat rozwoju zdolności dziecka, przyczyniają się do zmiany w postrzeganiu przedszkola. Dziś to nie tylko ekonomiczna konieczność by rodzice mogli pracować i zarabiać pieniądze, lecz ważny stopień edukacji, który zaważy na całej przyszłości dziecka. Dostęp nauczycieli do różnych form działalności edukacyjnej i ich kreatywność przyczynia się powoli do zmiany pokoleniowej. Dzieci są bardziej otwarte pewne siebie, mają świetne pomysły zarówno na swoją przyszłość jak i na bieżące zadania. Tak naprawdę możemy uczyć się od naszych podopiecznych tej pewności siebie i postrzegania świata jako pełnego szans a nie rzeczywistości obciążonej obowiązkami, wzajemnej nieufności i obawy przed tym co ludzie powiedzą. Widząc maluchy pełne zapału do podejmowania kolejnych wyzwań sami powinniśmy stać się jak dzieci i spróbować spojrzeć na świat tak jak wtedy gdy mieliśmy trzy, cztery, pięć lat, nim autorytarny świat edukacji nie zmienił nas w zalęknione dzieci systemu.

 

Tytuły rozdziałów zaczerpnięte z piosenek przedszkolnych: Piosenka dla nauczyciela (autor nieznany), Do przedszkola idzie maluch (słowa U. Piotrowska), Jestem małym przedszkolakiem (słowa Danuta Zawadzka), Bo w przedszkolu (słowa U. Piotrowska), Samochwała (słowa Jan Brzechwa)

niedziela, 15 marca 2020

WOLNOŚĆ A WYCHOWANIE


        Trudno zaprzeczyć, że dążenia człowieka do poczucia wolności, nie tylko w znaczeniu prawa do uzewnętrzniania swoich pragnień, lecz również jako element wewnętrznego spokoju, życia w zgodzie z własnymi ideami, sumieniem, jakbyśmy mogli powiedzieć harmonii duszy i ciała, są treścią dążeń od tysiącleci życia człowieka na ziemi. Drogi do wolności są jednak zawiłe, trudne do przejścia i zrozumienia. Wolność człowieka kończy się bowiem tam gdzie zaczyna się wolność drugiego, a przekroczenie tego paradoksu wydaje się niemożliwe, co za tym, być może nikt z nas nie będzie mógł być prawdziwie wolny. Czy istnieje zatem, poza setkami definicji czym wolność jest, jakaś jedna uniwersalna o niej prawda mogąca posłużyć jako lustro, w którym sami możemy się przejrzeć dostrzegając wszystko to co ważne?
         Dużo słyszymy o wychowaniu do wolności, wychowaniu w wolności, dla mnie jednak pojawia się tu wielki dysonans, czy sięgając po kolejne muzyczne porównania, fałszywa nuta budząca zaniepokojenie. Sięgnijmy do definicji wychowania zaczerpniętej ze słownika pedagogicznego Wincentego Okonia, czyli jest to: świadomie organizowana działalność społeczna, oparta na stosunku wychowawczym między wychowankiem a wychowawcą, której celem jest wywołanie zamierzonych zmian w osobowości wychowanka. Otóż to, czy wpływ na zmianę osobowości nie jest pogwałceniem wolności wychowanka? Bez dwóch zdań jest. Jak jednak w młodym człowieku zaszczepić tę myśl by odkrył czym jest wolność, by korzystał z niej w sposób odpowiedzialny, jak nie poprzez działalność edukacyjną. Musimy zatem przyjąć, że dobrowolne poddanie się młodego człowieka procesom wychowawczym mającym ukształtować w jego osobowości postawę wolności, jest konieczne. Kolejny paradoks, z którym pedagogika próbowała i wciąż próbuje sobie poradzić tworząc nowe teorie wychowawcze i sięgając po naturalne predyspozycje człowieka do kształtowania swojej osobowości, czyli samowychowania. Tak czy inaczej by zapewnić młodemu człowiekowi warunki do samowychowania, nie obejdzie się bez podjęcia działań pedagogicznych, czy może raczej anty pedagogicznych jak poucza literatura przedmiotu, które zapewnią możliwość swobodnej realizacji procesu wychowawczego i co najważniejsze zachęcą młodego człowieka do podjęcia tego niewątpliwego wysiłku jakim jest samowychowanie oraz, bądźmy konsekwentni, samokształcenie. Na przestrzeni ostatnich 50 lat teorie antypedagogiczne oraz tzw, pedagogika alternatywna, zyskały wielką popularność, właśnie przez akcentowanie prawa dziecka do wolności. Słynna szkoła w Summerhill, założona przez A.S. Neila, jako pierwsza zaczęła realizować program wychowania bez wychowania, pozostawiając dziecku pełną swobodę zarówno w doborze przedmiotów będących tematami lekcji jak i podjęcia edukacji w ogóle. Nie znaczy to, że panowała anarchia i dzieci nie podejmowały nauki, wręcz przeciwnie. Dzieci bardzo chętnie korzystały z przywileju jaki został im dany, wybierały same te lekcje, które ich interesowały, angażowały się w szeroki program zajęć dodatkowych oraz tworzyły demokratyczną radę szkoły, w której głos miał każdy uczeń, uchwalały szkolne prawa, również zakazy, wynikające z poczucia odpowiedzialności za innych, oraz za własne postępowanie. Szkoła w Summerhill jest doskonałym przykładem jak dziecięca wolność stała się motorem do podjęcia nauki oraz przez tworzenie demokratycznej rady szkoły, kształtowała postawy społeczne i własną osobowość. Przyglądając się takim działaniom, które tworzą dla dziecka warunki do samorealizacji i widzieć jej efekty, trudno oprzeć się pragnieniu by przykład szkoły Summerhill stał się wzorem dla współczesnych działań wychowawczych. Czy nie byłoby to prawdziwe wychowanie w wolności? Tak się jednak nie stanie. Przekonanie społeczeństwa do pełnienia roli szkoły jaką jest kształtowanie ról społecznych i przygotowanie do pełnienia tych ról w świecie dorosłych jest tak duże, że wszelka argumentacja wydaje się przegrywać z takim podejściem. Dodatkowe stereotypy utrwaliły w społeczeństwie obraz szkoły alternatywnej jako miejsce dla dzieci z bogatych rodzin lub dzieci zbuntowanych, niedostosowanych społecznie. Dlaczego jednak właśnie w tych szkołach dzieci uczą się chętnie, osiągają bardzo dobre wyniki w nauce, są dużo bardziej samodzielne, śmiało wkraczają w dorosłe życie? Ewidentnym źródłem sukcesów wychowawczych okazuje się być właśnie poziom stanowienia o sobie w środowisku szkolnym, swoboda w podejmowaniu decyzji, zarówno przez ucznia jak i wychowawcy, na którym spoczywa obowiązek towarzyszenia uczniowi w trudach samowychowania, oraz inny system weryfikacji opanowanych przez dziecko umiejętności. Wydawałoby się, że te argumenty powinny przemawiać do wyobraźni odpowiedzialnych za kształt systemu edukacji w Polsce i poprzez wyciągnięcie oczywistych wniosków wpłynąć na zmiany polskiej edukacji. Tak się jednak nie stanie. Dopóki szkoła wciąż pozostanie narzędziem w rękach władzy, oraz elementem politycznych sporów wykorzystywanych do podbijania sondaży, nie mamy co myśleć o wolnej powszechnej szkole opartej na idei wychowania ku wolności, tak „bliskiej” przecież każdemu nowemu ministrowi edukacji. Będzie jak zawsze, wolność jako najdroższa idea dostępna tylko najbogatszej części społeczeństwa, lub młodzieży zbuntowanej, dla której otwiera się społeczne alternatywne placówki, tym samym jednak sprowadzającej wolność do poziomu sprzeciwu wobec panującemu porządku. Tyle w nas wolności ile sami jej sobie kupimy, tyle ile sami wywalczymy.
          W symbolu oświaty widnieje płonący kaganek, ogień, podobnie                w symbolu wolności, którym jest słynna nowojorska statua, dzierżąca pochodnie. Czy doczekamy czasów gdy będziemy mogli powiedzieć, że to ten sam ogień? Ogień, który rozpala serca ku wolności, który wychowuje i kształci. By tak się właśnie stało, dzieci muszą uwierzyć w sens edukacji i wychowania jako jedyną drogę do wolności. Musi być to jednak edukacja, która gwarantuje dziecku możliwość wyboru, popełnienia błędów i ich naprawiania, poczucia odpowiedzialności, traktowania z szacunkiem. Tylko wtedy wolność i wychowanie nie wykluczą się wzajemnie i staną się lustrem, w którym przeglądając się, każdy z nas będzie mógł zadać sobie pytanie, jakim jest człowiekiem.
D.W.